6 stycznia 2013

XIII

13. Odnaleźć siebie w kimś, kim stałeś się dla bratniej duszy.




Paryż

Perspektywa Harry'ego.

Było mi gorąco. Zniecierpliwienie krążyło w moich żyłach, opornie tłocząc gęstą krew. Powietrze pozbawione jego oddechu było gorzkie, dlatego tak łapczywie łączyłem nasze usta w kolejnych, niezgrabnych muśnięciach. Na zewnątrz było słychać krzyki, a szampan zapewne miał lać się w nieskończoność. Nie sądziłem, że ta chwila będzie taka odurzająca.

Louis był dla mnie swego rodzaju świętością. Gdy mieszkałem we Francji, nie wyobrażałem sobie związku pozbawionego seksu. Cóż, tak się utarło, że głownie na cielesności opierała się każda więź. Nie miałem z tym problemu. Sądziłem, że tak winno być, skoro obu stronom to odpowiada. Gdy poznałem Lou, wszystko w bardzo szybkim tempie odwróciło się o 180 stopni. Największe znaczenie miał dla mnie jego nienaganny uśmiech. To jak na mnie patrzy i gdy przytula się ja mały chłopiec w poszukiwaniu choć odrobiny ciepła. Nigdy nie widziałem w nim faceta, którego powinienem zaciągnąć do łóżka. Można by to uznać za błąd, powinienem być teraz w rozterce, a jednak... wszystko szło gładko, jakbyśmy oboje nieświadomie wyczekiwali tej nocy.

Miałem przed oczami jego nagi tors. Wątła klatka piersiowa unosiła się pod wpływem przyśpieszanego oddechu. Jego uda szczelnie okalały moje biodra,  a chłodne dłonie ufnie wspierały na brzuchu.  Drżał, choć raczyłem go tylko delikatnym spojrzeniem. Moje wargi wykrzywiły się w niepewny uśmiech, gdy spokojnie westchnął. Całe to jego skrępowanie, było tak cholernie urocze.
- Louis - szepnąłem. - wszystko w porządku?
- Tak. - skinął lekko głową.
Grzywka zakryła jego oczy, a ja mimowolnie poszerzyłem swój uśmiech.
Był niebywale delikatny, ale czasem miałem wrażenie, że to on trzyma nad wszystkim kontrolę; że nic nie jest w stanie stanąć na jego (a w gruncie rzeczy naszej) drodze. Był spokojny, jego głos cudownie melodyjny, ale miał w sobie iskierkę o której zwykłem pamiętać nawet w chwilach takich jak ta. Wsparłem się na łokciach, by musnąć wargami jego podbródek.Zacisnął dłonie na moich ramionach dając mi do zrozumienia, że nie powinienem się już odsuwać. Że wszystko czego mu potrzeba, to moja bliskość.

Zgrabnie ułożyłem go na ciemnej pościeli. Przysunąłem wargi do jego ucha by wyszeptać jak wielkim darzę go uczuciem. Jego ciało powoli poddawało się mojemu dotykowi. Wciąż drżał, ale teraz odczuwałem to jako coś przyjemnego, bez krzty wątpliwości czy strachu. Prawa dłoń natrętnie dotykała jego policzka. Lewą natomiast zsunąłem nieco niżej, by otulić dotykiem palców jego płaski brzuch. Syknął cicho, nie wiedzieć czy z zadowolenia czy w proteście, gdy dwa palce wsunęły się pod materiał jego bielizny. Wciąż wtulałem policzek w jego szyję. Zapach tej aksamitnej wręcz skóry paraliżował mnie od wewnątrz. Czułem się głodny, głodny jego dotyku, jego ust, jego szeptów, a nawet jego zębów, które co jakiś czas zagarniały w uścisk inny fragment mojej skóry.
- Rozchyl uda. - mój ochrypły głos otarł się o jego ucho.
Reakcja była natychmiastowa. Ułożyłem się tak, by nam obu było wygodniej. W tym samym czasie nieco odważniej wsunąłem dłoń w jego bieliznę, na co on wzdrygnął się mimo woli i spojrzał na moją twarz. Byłem pewien, że w turkusie jego oczu doszukam się jakiejś kary lub swego rodzaju pożałowania. Jedyne co jednak zobaczyłem, to niezmącony spokój. Jego rozanielona twarz delikatnie otulała spojrzeniem każdy detal mojej. Pochyliłem się ostrożnie, by dotknąć koniuszkiem nosa, jego. Nie zamierzałem się wycofać. Nagle fakt, że to Louis, że to moja miłość, że to człowiek, za szczęście którego mógłbym skoczyć do Sekwany, przestał mnie onieśmielać. Wachlarz jego rzęs uniemożliwił mi dostęp do jasny tęczówek więc wykonałem kolejny ruch, na który mój chłopak zareagował westchnieniem. Zacisnąłem dłoń na jego przyrodzeniu i począłem wolno, naprawdę wolno i opornie przesuwać nią w górę i w dół. Szatyn rozchyli wargi i uniósł powieki, by ponownie na mnie spojrzeć. Delikatne, prawie niewyczuwalne ruchy jego bioder sprowadziły mnie na właściwy rytm, przez co już po chwili przyśpieszyłem ruchy dłoni, a Louis z cichym jękiem wpił się w moje usta.



Jego wargi były brutalne. Naprawdę mocno i zachłannie kradły mi kolejne pocałunki. Jego jęki przyprawiały mnie o specyficzne spazmy. Było mi goręcej, z chwili na chwilę. Satysfakcję sprawiał mi fakt, że najważniejsza osoba w moim życiu wije się pod moim ciałem z nadmiaru przyjemności. Uśmiechnąłem się, gdy począł się wiercić, nie wiedząc co powinien zrobić z rękoma. Spowolniłem swoje ruchy i zsunąłem się z pocałunkami na jego klatkę piersiową. Oddychał ciężko, wyraźnie niezadowolony moją zmianą pozycji. Zsunąłem z jego bioder materiał przylegających bokserek, które tylko wszystko utrudniały. Moje usta wciąż pieściły dotykiem skórę na jego brzuchu. Czułem się spełniony z nim, tutaj. Wszystko zdawało się być idealne, choć nasze oddechy pachniały winem, a brak specyficznej atmosfery był nieunikniony. Gdy moje usta dotarły do najbardziej wrażliwego punktu jego ciała, jęknął donośnie zapominając o sąsiadach, którzy zapewne starali się już zasnąć, po dość intensywnym świętowaniu ostatniego dnia roku. Byłem pewien, że jest już u kresu i nie zamierzałem tego spowalniać. Jego palce wplotły się w moje włosy. Nie był delikatny, ten uścisk naprawdę sprawiał mi ból. Odnajdywałem w tym jednak niepowtarzalną stosowność. Kilka ostatnich, stanowczych ruchów ustami i Louis doszedł drżąc bez opamiętania i jęcząc, co kilka chwil wykrzykując moje imię, otulone jakimś nieprzyzwoitym przekleństwem. Oblizałem lepiące się wargi i spojrzałem na jego zarumienione policzki. Ten widok był najcudowniejszą "nagrodą". Wróciłem do poprzedniej pozycji, by wyłapać spojrzeniem każda kropelkę potu spływająca w dół jego skroni. Minęła chwila, zanim jego oddech się unormował, a mięśnie należycie rozluźniły. Dotknął palcami mojego policzka i subtelnie się uśmiechnął.
- Chcę, żebyś mnie kochał - wyszeptał pewnie. - teraz.
Złączyłem nasze wargi w namiętnym pocałunku, zanim Louis zdążył ułożyć się na brzuchu. Jego skąpane w nieładzie włosy, kark, idealne plecy, pośladki - był definicją perfekcji, moją własną, choć nie raz zwykł narzekać na swoje ciało. Był piękny, szczególnie w chwili takiej jak ta, gdy wciąż starał się zapanować na dreszczami.

Nie myślałem o tej chwili. Nie zastanawiałem się, jak to będzie pieprzyć się z Louisem. Nie wiem dlaczego szczędziłem sobie tego typu wyobrażeń. Chyba ta miłość, którą go darzę zdążyła wszystko mi przysłonić. Nie sądziłem jednak, że będę względem niego taki pewny siebie. Zazwyczaj władała mną troska o jego dobro, a teraz po prostu wbiłem się w jego ciało jednym, agresywnym ruchem. Jego krzyk zawisł w powietrzu, gdy już pierwszym pchnięciem uderzyłem w ten tak bardzo czuły punkt. Uchwyciłem w dłoń jego szyję, by przyciągnąć go nieco bliżej. Był chyba odrobinę zaskoczony moimi posunięciami. Spodziewał się większej dozy subtelności. Nie zamierzałem mu jednak jej dać. Pragnąłem, by zapamiętał tę noc na długo.
- Tomlinson - syknąłem wprost do jego ucha, powoli wykonując kolejne ruchy biodrami. - jak to jest czuć mnie w sobie?
Słyszałem jak jego usta się rozchylają, ale jedyne co się z nich wydobyło, to ciche stęknięcie.
- Mów. - nakazałem stanowczo, zaciskając palce na jego delikatnej szyi.
Nie chciałem go skrzywdzić. Miałem tylko ochotę oddzielić grubą linią czułość, którą otrzymał ode mnie dotychczas od tego, co dzieje się i dziać będzie w sypialni. Odrobina pikanterii była jak najbardziej na miejscu.
- Więc - zaczął powoli. - To cholernie wspan-
Przerwał nagle, gdy wzmocniłem swoje pchnięcia. Przyozdobił sypialnię kilkoma przeciągłymi jękami, którymi doprowadzał mnie do agonii.
- Nie przerywaj. - szarpnąłem ostrożnie, bądź co bądź, za jego włosy.
Podobało mu się, nie znał mnie od tej strony. Ja sam chyba siebie nie znałem. Czy to możliwe, bym był tak śmiały tylko względem Louis'a? To cudowne, mieć świadomość, jak wielki ma na mnie wpływ. Kurwa.
- Harry błagam, po prostu nie... nie przestawaj - jęczał, zaciskając smukłe palce na prześcieradle.
Wiedziałem, że nie wytrzymam już zbyt długo. Było mi cholernie dobrze. Sama myśli, że jestem w Louis'ie, w moim ukochanym, cudownym Lou, zdawała się wszystko potęgować. Usłyszałem jego krzyk, a gdy opadł na pościel miałem pewność, że osiągnął stosowny szczyt. Ostatnim ruchem przyprawiłem swoje ciało o niewyobrażalnie mocny orgazm. Przed oczyma stanęła mi mgła, a gdy wtuliłem policzek w jego ciepłe plecy, oddech powoli wracał do stosowności.

Mam za sobą kilka łóżkowych przygód, ale żadna nie dała mi tyle przyjemności i uczuć, jednocześnie. Byłem sobą w tych poczynaniach, gdy dominowałem, wyglądało to właśnie w ten sposób. Dlaczego więc dopiero teraz odczuwałem wszystko tak intensywnie? Położyłem się na boku, by móc na niego patrzeć. By widzieć, jak po raz kolejny stara się unormować bicie serca. Byłem pewien, że jest zmęczony, ale gdy na mnie spojrzał, z tym cwanym, odważnym uśmieszkiem, westchnął tylko wyczekująco.
- Powinniśmy wziąć prysznic. - szepnął, przysuwając się bliżej.
- Zgadzam się. Poza tym, musimy się wyspać.
- Nie chrzań, domagam się kolejnego razu. Daję Ci 10 minut.



***


Nie lubię opisywać takich scen, bo wiem, że nie potrafię. Mam jednak nadzieję, że każdy kto przeczyta znajdzie choć jedno zdanie, które przypadnie mu do gustu. Pozdrawiam xx

twitter
ask


6 komentarzy:

  1. to jest zajebiste! tego nie da się inaczej określić :D i nie mów, że nie umiesz pisać taki scen! chyba po raz pierwszy przeczytała coś tak mocnego :D

    OdpowiedzUsuń
  2. swietnie to opisałaś, zrobiło mi się gorąco ..wrrr

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy6:11 PM

    Wspaniałe (jak zawsze)!
    Jak to nie umiesz pisać takich scen? Przecież to było świetne, jedna z najlepszych jakie czytałam ;) Mam nadzieję, że szybko dodasz następny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny blog :D
    Zapraszam do mnie:
    http://larrystylinsonforeverinmyheart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybacz, skarbie, ale jestem zbyt podekscytowana tą sceną i cała moja elokwencja poszła się, delikatnie mówiąc, jebać. Wielkie dzięki, J.
    Cóż, zaskoczyłaś mnie naprawdę pozytywnie rozdziałem, poświęconym tylko i wyłącznie Larry'emu. Po raz kolejny zakochuję się w nich, od nowa i od nowa, bo są tak niesamowici i delikatni, a jednocześnie brutalni i namiętni w swojej miłości. Nie wiem, co mogę Ci powiedzieć, ten odcinek jest wspaniałym zwieńczeniem mojego ciężkiego dnia. Dziękuję, kocham Cię.

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy8:43 PM

    Fantastyczne i bardzo przemawiające do wyobraźni :)

    OdpowiedzUsuń